murki.pl
  Info | Mapa | Topo | Ogłoszenia | Archiwum | Zdjęcia | Forum | Zaloguj | Kontakt

[28 listopada 2001, Arkadiusz Kamiński]

W Beskidach zima w pełni

Relacja z próby zdobycia Babiej Góry przez autora, Renatę Piszczek i team z RENI-Sportu (bardzo okrężną drogą).

W niedzielę 25 listopada wybraliśmy się z Renatą, Łukaszem, Karolem i Juką (psem husky) na kondycyjny wypad w Beskid Żywiecki. Umówiliśmy się w Makowie Podhalańskim o 13:00. Celem było wejście z Zawoji (najdłuższej wsi w Polsce) na szczyt Babiej Góry.

Z Zawoji wyszliśmy około 14:00. Dzień wcześniej spadło sporo śniegu, ale nie podejrzewaliśmy, że aż tyle. Bez mapy i kompasu dotarliśmy do szlaku, który — jak się nam wydawało — wiódł na szczyt góry. Śniegu było sporo i był bardzo kopny, a nam się szło z początku całkiem nieźle i zmienialiśmy się co jakiś czas na „prowadzeniu”. Las piękny, świerkowy, czapy śniegu zwisające z gałęzi co jakiś czas w ciszy zsuwały się na ziemię — prawdziwa zima. Zaspy stopniowo stawały się coraz większe. Ponieważ nikt tego dnia przed nami nie szedł, musieliśmy torować sobie tunelik w śniegu, który sięgał do kolan. Posuwaliśmy się bardzo wolno, a zbocza stawały się coraz stromsze. Z czasem zaczęły się pojawiać miejsca, gdzie śnieg sięgał do pasa, a Juka zamiast pomagać swojej pani, coraz częściej odmawiała dalszego marszu. Po półtorej godzinie wędrówki weszliśmy na przełęcz, gdzie stały słupki graniczne (Przełęcz Brona - T.K.), a po kilku minutach znaleźliśmy również tablice informujące o tym, że znajdujemy się na turystycznym przejściu granicznym. Ho ho ho, gdzie my jesteśmy? Mieliśmy przecież dojść na Babia Górę, a tu jeszcze najwyraźniej spory kawał drogi.

Po krótkim odpoczynku na herbatkę i kanapeczki ruszyliśmy dalej. Po piętnastu minutach zdecydowaliśmy się jednak zrezygnować z dalszej drogi pod górę — zapadła już noc i znacznie obniżyła się temperatura, a my (prawie wszyscy) byliśmy w strojach bardziej sportowych niż górskich. Więc wracamy. Dopiero podczas zejścia zdaliśmy sobie sprawę jak bardzo podejście dało nam w kość i jak jesteśmy zmęczeni. Gdy doszliśmy do samochodu okazało się, że wszyscy mamy zamarznięte spodnie i buty, z których zdjęciem były spore problemy.

W drodze powrotnej powzięliśmy oczywiście decyzję, że jeszcze wrócimy na ten szlak. Lepiej przygotowani i na dłuższą wyprawę. I tak zaczęła się dla nas zima w Krakowie.

Pozdrawiam wszystkich.

Czarny


 

Opinie

+ DODAJ swoją opinię

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych opinii. Twoja może być pierwsza…
 
 
Na początek strony Strona główna >> Archiwum >> 2001 >> Listopad   
 

© murki.pl 2000–2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.

poczta@murki.pl