murki.pl
  Info | Mapa | Topo | Ogłoszenia | Archiwum | Zdjęcia | Forum | Zaloguj | Kontakt

[17 grudnia 2001, Michał Zrzelski]

Zaćmienie słońca

Pakerzy przywykli do łapania się rzeczy których nie ma, musieli nauczyć się łapać rzeczy których nie widzą. Relacja z pierwszej eliminacji Pucharu Trójmiasta.

Już od dawna coś wisiało w powietrzu…

Zaćmienie słońca, cielak z dwiema głowami…
wtedy już wiedzieliśmy…
znaki były nieubłagane i jednoznaczne…
Ani chybi…
zbliżał się Trójmiejski Puchar w Bulderingu.

Od jesieni w powietrzu było gęsto od przypuszczeń i pytań:
Czy Piotr Wielki odda koronę trójmiejskiego wspinu?
Kto pod nieobecność faworytów (Miles, Struzik, Domino) stanie na podium?
Jak sprawdzi się nowa konwencja zawodów?
Czy Elvis żyje?

Jak co roku zawody pucharowe są miernikiem zimowo-panelowych zdolności trójmiejskich cud-chłopaków i malinowych dziewcząt. Znalezienie się w czołówce rankingu dla wielu oznacza intratne kontrakty sponsorskie, prestiż, sławę, pieniądze, posłuch wśród podwórkowej gawiedzi i zwiększenie kieszonkowego.

Nie inaczej było i tym razem.

Na starcie stanęła rekordowa liczba uczestników i uczestniczek. Największe syndykaty wspinaczkowe wystawiły swoich zawodników, promotorzy prześcigali się w rokowaniach, bukmacherzy przyjmowali zakłady, słowem dzień jak co dzień na sobotnim jarmarku wspinaczkowym.

W Trójmieście pojawiły się największe wspin-sławy Polski Północnej:

  • CezaryM z Torunia znany ze swych nienagannych manier, żelaznego ścisku i zniewalającego uśmiechu wraz ze swą świtą,
  • WaldekM z Koszalina, człowiek impreza, zwany mrocznym żniwiarzem Pomorza Środkowego,
  • Trójmiejska moc-ekipa:
    PiotrS zwany wielkim lub wszechmocnym,
    GrześK czyli lotna brygada z Pruszcza, mężczyzna o nienagannej sylwetce i obiekt westchnień wielu białogłów;
    KrzysiekGPan Straszyna i okolic, dla przyjaciół Bubu, a dla wrogów… nie chcielibyście wiedzieć…
    Ekipa Juniorów z Rumi znana w szerszych kręgach jako „Komando Rumia Bandits” wraz z Panią Trener,
    ArekK a.k.a. Czarny, yo, yo VX IC team…
    SebastianJ alias Łysy alias Latający Kaloryfer,
    RafałZpower master — znany także jako diler z AWF
    oraz cały korowód barwnych postaci nieznanej proweniencji ze wszystkich trójmiejskich zaścianków (włączając w to piękne nieznajome, karły, dziwolągi, kobiety z brodą itp…).

Przystawki ułożyła spółka Kamil Jaroszuk & Dominik Dybek. Trzeba przyznać, że chłopcy nie zawiedli, a kunszt z jakim ułożone były problemy pozwala zaryzykować stwierdzenie, że byli oni niewątpliwie wirtuozami dziecinnych zabaw na trzepaku. Drogi już z ziemi wyglądały na trudne, w akcji okazywało się jakimi są super-hiper-mega-hardcorami!

Ale nie uprzedzajmy faktów…

Ułożono 4 buldery (zawodnicy mieli 3 min. czasu na każdy). Domino i Kamil pokazali w swoich drogach nową jakość, co niektórym mogło się nie spodobać, ich pech.

Problemy były zróżnicowane: siłowe (droga 4), dynamiczne (drogi 2 i 3), czujne (droga 1).

Pakerzy przywykli do łapania się rzeczy których nie ma, musieli nauczyć się łapać rzeczy których nie widzą (lot na drodze 3), mieli także możliwość pokazania całej gamy ekwilibrystycznych pozycji, których większość była wariacjami na temat słynnej wspinaczkowej „czwóreczki”. Tytuł Miss Gracja na tej drodze został przyznany, na prośbę kolegów, Jasiowi Pakule.

Droga 2 składająca się tylko z 6 chwytów skutecznie oddzielała chłopców od mężczyzn i niejeden mocarz połamał sobie na niej zęby (zwłaszcza na wielce frasobliwym ruchu do ścisku).

…ale to pochylnia jak zwykle stanowiła clou zmagań.

Problem-monstrum skonstruowany przez Kamila wyciskał siódme poty i łzy z oczu nawet najtwardszych pakerów. Zaiste trzeba było być Paganinim oblaków żeby zrobić go choć połowicznie.

Droga 1 mimo, że na pionie pozostanie dla wielu zagadką: „jak można przytrzymać się na tak małych chwytach w tak niekorzystnym ustawieniu?” — to pytanie nurtuje chyba do dziś największych kafarów.

Już eliminacje wykazały brak wyraźnych faworytów i każdy miał szansę wejścia do finału. Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Bouldery eliminacyjne okazały się być na tyle trudne, że 2 z nich nie doczekały się „topu”.
W tłumie widzów wichrzyciele rozsiewali plotki, że buldery są łatwe tylko zawodnicy to cieniasy, prowokatorzy ci zostali przykładnie ukarani (smoła i pierze jednak się przydały!).

Nowe zasady zawodów przewidywały uczestnictwo w finale 6 zawodników, którzy będą rywalizować na 2 bulderach (czas na każdy 5 min. + przerwa ok. 10 min). Tak też się stało, w strefie znaleźli się: CzarekM, PiotrS, OlafL, SebastianJ, GrześK i RafałZ. Tymczasem na ścianie 2 złośliwe trolle nie próżnowały. Kamil i Domino z iście diabelskim smakiem układali problemy finałowe. Z ich szyderczych uwag można się było domyślić, że szykują coś ekstra. Jakże sromotnie mieli się zdziwić…

Publika przerzedziła się. Ci o słabszych nerwach udali się w domowe pielesze, a „twardziele” zaopatrzyli się w kolejne kubki popkornu. Aparaty ustawione, kamery pracują… czas na finał.

Finały ułożone były wg zasady: „ktoś musi spaść aby wejść mógł ktoś”.

Droga 1 „made by kamil” preferowała zawodników obdarzonych żelaznym ściskiem, a strzał kończący przejdzie chyba do kanonu gier i zabaw świetlicowych na politechnice. Mimo obaw organizatorów bulder przesiał zawodników dość równomiernie.

Droga 2 „made by domino” była tak skąpo wyposażona w chwyty, że wymagała wykorzystania rachitycznej „rzeźby” ściany, a główną zasadą było: wszystkie chwyty dozwolone — im dziwniejsze tym skuteczniejsze. Niektórzy dokonywali tu cudów zwinności, inni prezentowali rozciągnięcie godne radzieckich cyrkowców i co najważniejsze każdy miał swoją wizję przejścia problemu.

Różnice były niewielkie, walka zażarta i nikt nie odpuszczał. Zawodnicy walczyli do ostatnich sekund, a jak to się skończyło możecie zobaczyć w newsach (wynikach).

Jedno jest pewne. Sezon panelowo-bulderowy został zainaugurowany z należytą oprawą. Widowiskowość przystawek sprawiła, że nie tylko zawodnicy ale także licznie zgromadzona gawiedź miała zagwarantowaną rozrywkę najwyższego sortu. Przy tym udało się zachować bezstresowy-bezstrefowy charakter zawodów. Duża liczba zawodników (a zwłaszcza juniorów) potwierdziła potrzebę organizowania takich zawodów zwłaszcza w trybie off-season. Następna eliminacja turnieju oberżystów już 19 stycznia 2002 na PG. Szykujcie szpona, bo jak pokazała historia nikt nie jest faworytem i wszystko może się zdarzyć.

Dla niewtajemniczonych:

Struzik po wakacyjnej kontuzji udał się do wód i leczy kości w sanatorium w Iwoniczu Zdroju.
Miles szuka zapomnienia w podróży dookoła świata (czyt.: zniknął, nikt nie wie co się z nim dzieje).
Domino nie startował z przyczyn regulaminowo-formalnych.

Nazwiska do wiadomości redakcji.


 

Opinie

+ DODAJ swoją opinię

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych opinii. Twoja może być pierwsza…
 
 
Na początek strony Strona główna >> Archiwum >> 2001 >> Grudzień   
 

© murki.pl 2000–2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.

poczta@murki.pl