murki.pl
  Info | Mapa | Topo | Ogłoszenia | Archiwum | Zdjęcia | Forum | Zaloguj | Kontakt

Karol Małgorzewicz (Zanik)

Góry Sokole

W dniach 1–3 maja odbył się wyjazd w Góry Sokole — rejon Częstochowy — w składzie Jacek Winiarski i Karol Małgorzewicz (Zanik).

Po przybyciu na miejsce okazało się, że trafiliśmy w niezłą pogodę. Jacek zaproponował, abyśmy rozbili nasze namioty na polu namiotowym i po krótkim głosowaniu śledzie mocno tkwiły w glebie. Ponieważ naszym celem było zdobycie jak największej ilości jaskiń, więc następnego dnia rano od razu udaliśmy się do Jaskini Koralowej. Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że cały wlot do groty jest oblepiony harcerkami. Ku naszemu zdziwieniu wyciągnęły one linę i pod bacznym okiem druha zaczęły opuszczać się w dół (10 m zjazdu). Zabawa może by się nie przerodziła w horror, gdyby ów szaleniec nie kazał im zjeżdżać w kluczu, tak, że gdy kolejna z nich miała zjechać w dół, był płacz i zgrzytanie zębów. Oczywiście, tego było mało i główna impreza rozpoczęła się dopiero wtedy, gdy trzeba było wychodzić. Gościu wpadł na pomysł, że co jak co, ale drabinki metalowej nie jest w stanie nic zastąpić. Nawet ja sam zostałem zaszczycony propozycją jej użycia. Na górze stwierdziłem, że nigdy się tak nie zbuliłem. Nie doczekaliśmy jednak końca tej historii, ponieważ po spenetrowaniu części jaskini i szczęśliwym pokonaniu pierwszego zacisku Z1 udaliśmy się dalej.

Pod topór tym razem poszła Jaskinia Olsztyńska. Po niezbyt ciekawym, krótkim pobycie wycofaliśmy się z niej. Był pierwszy dzień maja. Po drodze dowiedzieliśmy się, że co roku tego dnia klub speleo otwiera Jaskinię Maurycego. Zwykle jest ona zamknięta z powodu ochrony wspaniałych okazów naciekowych, które się w niej znajdują. Gdy w końcu dotarliśmy do tej jaskini, czekało nas niepozorne wejście i zachwycający widok w środku. To naprawdę była jaskinia jak z bajki. Weszliśmy najpierw w korytarze, które czasmi trzeba było pokonywać czołgając się, przeszliśmy parę zacisków (Z1) i doszliśmy do pięknych komnat z cudownymi zbiorowiskami stalaktytów na stropie. Kiedy się je podświetli, wyglądają one jak delikatne sznureczki zakończone na dole perłą w kształcie kropli wody. Pobyt w tej jaskini radykalnie zmienił moje poglądy na temat eksploracji jaskiń. Ale ponieważ świat nie kończy się na jaskiniach, po obiedzie zaproponowałem wycieczkę na formację jak najbardziej naziemną — w pobliskie skały. Na miejscu zwróciłem uwagę na wspaniały filar (był ospitowany) i stwierdziłem, że właśnie on będzie ostatnim celem tego pięknego dnia. Wyciągnąłem z zapałem linę — w poszukiwaniu szpeju do łojenia i stwierdziłem, że go po prostu nie ma. Sprzęt został w Gdańsku.

Cóż, pozostało mi tylko wspinać się w o numer za dużych, pożyczonych korkerach. Droga na szczęście okazała się bardzo techniczna (przez duże "B") tak, że po krótkim wędkowaniu udało mi się ją poprowadzić. Po tak wyczerpującym dniu wróciliśmy na pole namiotowe, gdzie czekał nas "las" namiotów. Stwierdziliśmy, że jakoś to przeżyjemy, ale nie zdawaliśmy sobie zbytnio sprawy z tego, co nas czeka. Około 21-szej Speleo Częstochowa wytoczyło trzy beczki piwa (300 l) i rozkręcili imprezę. Trwała ona do białego rana, a jak załapaliśmy z opowiadań, nie wszyscy trafiali do swoich namiotów. Na szczęście nasz namiot raczej starannie omijali.

Następnego dnia wybraliśmy się do Jaskini Studnisko. Tym razem byliśmy pierwsi. Dziura ta jest o tyle ciekawa, że aby dostać się do środka trzeba pokonać 35 m zjazdu. Emocji przy tym jest niemało, ale żeby to zrozumieć trzeba to samemu przeżyć — nie mówiąc już o wydostaniu się z powrotem — prusikując. Trzeba przyznać, że wtedy mieliśmy już dość jaskiń, poza tym Jacek miał niemiłą kontuzję — postanowiliśmy powisieć trochę na skałkach. Tym razem udaliśmy się pod Dziewicę. Jest to chyba najpiękniejsza skała w tej okolicy. Zafascynowany tak potężnym kawałem skały od razu poszedłem zakładać wędkę. Jako że widziałem wcześniej powbijane w tę skałę trzpienie po spitach, pomyślałem sobie, że tędy coś musi iść. Gdy zjechałem na dół i obejrzałem drogę zacząłem się rozgrzewać. Już po skończeniu rozgrzewki wskoczyłem szybko w korkery i za parę sekund stałem pod ścianą.

Droga zaczynała się dość prosto. Trzymając ręce w obłej rysie dotrawersowujemy do właściwych trudności. Rozpoczęły się one, gdy z tej obłej rysy trzeba było się przechwycić do takiego niby odciągu (qbik) stawiając nogi jedną w rysie, a drugą w słabej misce. Z tego przeeechwytujemy się do dobrej klamy na dwa palce i ciągniemy z buły stawiając wysoko nogę w obłej misce po czym wyprost i znów dalekie sięgnięcie do chwytu na pierwsze przeguby dwóch palców. W tym czasie pod skałą obok Jacka zaczęły się zbierać coraz większe grupy łojantów-jaskiniowców. Jacek bardzo zdziwiony próbował dowiedzieć się, co wzbudziło wśród nich taką sensację. Jak się później okazało, nie było tam żadnej drogi, a trzpienie te są po prostu nahukane przez przez "Jamników", którzy ćwiczą tutaj różne metody wyjść hakowych. No i rzeczywiście droga okazała się piekielnie trudna i nie udało mi się jej zrobić (być może puściłaby po dłuższym patentowaniu mając wycenę ok. VI.4+).

Niedziela obudziła nas przepiękną pogodą, chociaż już można było wyczuć, że nie na długo. Wybraliśmy się do ostatniej z zaplanowanych jaskiń z bardzo bojowym nastawieniem pokonania zacisku Z2. Był to zacisk łączący Jaskinię Wszystkich Świętych z Olsztyńską. Gdy dotarliśmy na miejsce, każdy z osobna zaatakował ten zacisk. Niestety, Jacka zatrzymał i nie przepuścił. Kolej przyszła na mnie — uderzyłem z pewną taką nieśmiałością — czy mi się uda. Na szczęście przepuścił i radosny opuszczałem już go drugim wyjściem w Jaskini Olsztyńskiej.

Na tym też i zakończyła się nasza działalność w rejonie Gór Sokolich, może to i dobrze, bo rzeczywiśeie pogoda się zepsuła. Po powrocie na pole namiotowe okazało się, że wszyscy już prawie nas opuścili wracając do domów. I my również podążyliśmy w ich ślady; spakowani udaliśmy się na przystanek autobusowy, skąd zostaliśmy zabrani do Częstochowy. Wsiadając do autobusu stwierdziliśmy jednak razem, że WRACAMY TU ZA ROK.


 
Na początek strony Strona główna >> Archiwum >> Klamecjusz 1 (1992) >> [ News | Raczkowanie w pionie | Zanik mocarz | Silos zbożowy | Sylwetki mistrzów | Samotnie… | To i owo o kuciu | Góry Sokole | Wieża Bismarcka | Lokomotywa ]  
 

© murki.pl 2000–2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.

poczta@murki.pl