murki.pl
  Info | Mapa | Topo | Ogłoszenia | Archiwum | Zdjęcia | Forum | Zaloguj | Kontakt

[17 września 2004, Jerzy Kubinski]

Mistrzostwa Świata w Edynburgu

Pofalowana płyta ciągnie się aż po horyzont. Widać ją tylko przez chwilę, bo po kilku sekundach A320 kończy zakręt i ustawia się na końcu pasa startowego. Na lotnisku w Gdańsku nie ma wielkiego ruchu. Jeszcze chwila i samolot rozpędza się, a po kilku minutach ci, którzy mają okienka po prawej stronie mogą oglądać z góry brzeg morza, Koszalin i Wieżę Bismarcka w Szczecinie. Gdzieś za Hamburgiem większość wycieczki drzemie, wypoczywając po słabo przespanej nocy.

Na pokładzie samolotu leci łącznie 16 wspinaczy — do Londynu dzień wcześniej przyleciał już Kuba Jodłowski, a Łukasz Świrk wyleciał z Warszawy o szóstej rano. Dzień wcześniej do Trójmiasta przyjechali Rosjanie. Rejsowy autobus PKS dotarł do Gdańska o 20:55, jak zwykle nieco spóźniony z powodu przemytniczej awantury na granicy. Aleksiej Panasin, Wowa Chochłow i Oleg Smirnow twierdzą, że czują się w Gdańsku jak w domu, a zakupy w nocnym sklepie w rosyjskojęzycznym towarzystwie, jak zawsze połączone z pewną nerwowością personelu były tradycyjnie miłą rozrywką. O 23:00 dojechała ekipa tarnowsko-krakowsko-warszawska — Maciek Kalita, Mateusz Kitajewski oraz Grzegorz i Marta Lenartowicz (PolarSport) z Kasią Jurek. Towarzystwo wybrało nocleg u Marka Matysa, gdzie do pierwszej w nocy zabawiało się przyszywaniem obowiązkowych flag do spodni. Krótko przed czwartą dojechali Marcin Mach oraz Kinga i Konrad Ociepka, a z Czarkiem Modrzejewskim, Arturem Polańskim i Agatą Wiśniewską spotkaliśmy się już na lotnisku.
W Luton przejechaliśmy pod biura wypożyczalni samochodów, gdzie czekały na nas nowe, czarne Golfy — zasadnicza zmiana na lepsze w kontekście zamawianej przez nas Corsy. Obserwując niezdrowe zainteresowanie na twarzach panów nadzorujących plac z samochodami, wyraźnie ukierunkowane na liczbę osób i piętrzący się stos bagaży zdecydowaliśmy, że część osób powinna na chwilę zniknąć z pola widzenia. Każdy z trzech samochodów po kilku honorowych rundach wokół parkingu, z przepisowymi trzema–czterema osobami na pokładzie krył się za pobliską górką, gdzie pobierał „nadbagaż”, i wesoło, już w komplecie — kierował się autostradą M1 w kierunku THE NORTH.

650 kilometrów dzielących Luton od Edynburga wystarczyło, by młodsza część ekipy pogrążyła się w letargu, z rzadka przerywanym pojawianiem się tablic w rodzaju SHERWOOD FOREST czy LOCKERBIE. Na Linwater Caravan Park, 2 mile od Ratho Adventure Centre i 9 mil na zachód od centrum Edynburga dotarliśmy około 22:00. Wieczór był nieprzyjemny, chłodny i wilgotny, ale prawdziwa szkocka niespodzianka czekała nas rano. Mgła gęsta jak wata, mgła, w której ma się wrażenie że po ściśnięciu jej w garści, będzie można strzepnąć na (nienagannie przystrzyżoną) trawę duże krople wody. Ciepłe słońce przebiło się dopiero koło południa, kiedy w Ratho trwały już eliminacje.

Po krótkim porannym zamieszaniu, kiedy wreszcie stało się jasne kto i kiedy ma startować (niestety spóźniliśmy się na technical meeting dzień wcześniej), młode towarzystwo ruszyło do boju. W strefie rozwieszamy olbrzymią banderę z Daru Pomorza, którą Grzegorz przywiózł z Krakowa. Na oko oceniamy, że nikt nie ma większej flagi i bardziej uroczystego orła. Tylko Australijczycy mają dmuchanego kangura, a Kanadyjczycy piłki z czerwonymi klonowymi liśćmi. Lekko wytarta, dostojna bandera („a po jakich morzach pływała, to sami już Państwo wiedzą”) jest jednak poza konkurencją.
Po całym dniu walki okazało się, że bez większych problemów z drogami uporali się Kinga, Konrad, Marcin i Marta. 20 po pierwszej eliminacji była Agata, 21 Kasia, 29 Kuba, 48 Marek i 56 Łukasz z Maćkiem. Wyniki wydawały się niezłe, zwłaszcza, że ci którzy zajęli dalsze miejsca liczyli na lepszy wynik w drugiej eliminacji (Marek „będąc zupełnie w pełni sił” spadł ze stopnia kilka ruchów od topu, Łukasz i Maciek szli bardzo nerwowo). Niestety kolejny dzień pokazał, że poprawić się chcieli nie tylko „nasi”, a organizatorzy zdecydowali się też nieco utrudnić zawodnikom zadanie — tym razem drogę udało się skończyć tylko Marcinowi. Kasia skończyła drugą eliminację na miejscu 13, Agata była 21, Kinga 24, Konrad 35, Kuba 38, Łukasz 42, Marta 44, Marek i Maciek 55. Do półfinałów — oprócz Marcina na pierwszym miejscu — weszły jeszcze cztery osoby: Kinga (14), Kasia (19), Agata (22) i Konrad (24). Do półfinałów wchodziło 26 osób — z rywalizacji na trudność odpadli: Kuba (sklasyfikowany na 38 miejscu na 62 startujących), Marta (39/48), Łukasz (48/56), Marek (52/56) i Maciek (56/56).
Tego samego dnia wieczorem rozegrane zostały eliminacje na czas, do kolejnej rundy awansowali Kuba, Kasia (7 miejsce na 17 startujących; droga 1: 17,11 + droga 2: 17,07 razem = 34,18 / czas zwyciężczyni eliminacji w tej kategorii 21,33), Maciek (7/28;11,78+12,80=24,58/21,41), Grzegorz (12/30;11,64+9,62=21,26/14,69), Marek (12/28;12,78+13,15=25,93/21,41), Łukasz (13/30;10,66+11,53=22,19/14,69). Nie udało się awansować Marcie (19/25;21,32+20,73=42,05/26,55) i Mateuszowi (28/30;13,96+13,83=27,79/14,69). Jak się później okazało, żeby powalczyć w finałach czasówek trzeba było w eliminacjach zająć lokaty 1–8, bo tych, którzy awansowali do 1/8 finału na dalszych miejscach czekała zwykle „szybka śmierć” w pojedynku z którymś z superszybkich Rosjan lub Ukraińców.

W rozegranych kolejnego dnia półfinałach na trudność niestety dalej trwała rzeź niewiniątek: do ośmioosobowych finałów awansowała tylko Kinga (8 miejsce po półfinale), odpadli też Kasia (11), Konrad i Marcin (obaj 20) i Agata (23). W wieczornych finałach na czas tylko Kubie udało się awansować do 1/4 finału (7 miejsce na 36 startujących, wynik 1/8: 10,31+9,99=20,30; wynik 1/4: 9,67+9,79=19,46), Kasia skończyła start na 9 miejscu (droga 1: 18,37 + droga 2: 16,96 razem = 35,33 / czasy rywalki: 14,61+14,00=28,61), Grzegorz — 11 (10,80+9,85=20,65/7,86+8,76=16,62), Łukasz — 12 (12,31+9,45=21,76/8,25+9,38=17,63), Marek — 15 (13,90+14,33=28,23/10,72+10,33=21,05), Maciek — 16 (12,70+DNF/13,91+11,88=25,79). Dla porównania, najlepszy łączny czas na obu drogach uzyskał w biegu finałowym najstarszych juniorów Evgeny Vaytsekhovsky (Rosja) — 6,22+5,96=12,18.

Noc poprzedzająca finały i wyjazd ze Szkocji część ekipy spędziła prawie bezsennie — sztormowy wiatr dosłownie kładł słabsze namioty, a najintensywniej „sztormowały” osoby leżące od dowietrznej (osobiście kilka razy zostałem obudzony trzepnięciem słupka namiotu w głowę). Bardziej dociekliwi mogli się przekonać, że przyczyną łomotu tuż za ściankami namiotów były fruwające po campie stoliki i krzesełka ogrodowe. Jedyny plus, że rano nie było mgły, którą wiatr przegnał gdzieś na Morze Północne… i szczęśliwie Kinga mogła nabrać trochę sił w strefie izolacji (zamykana rano, ale start dopiero o 13). Reszta wycieczki po zwinięciu obozu powspinała się jeszcze w Ratho, przerywając zabawę na czas startu finalistów.

Ostatecznie Kinga zajęła szóste miejsce w finale („that's better than eighth” — oceniła życzliwa nam właścicielka campu), a po obejrzeniu ceremonii rozdania nagród ruszyliśmy jeszcze zwiedzić miasto. Posępne domy z piaskowca, w oddali morze i zielone wzgórza, ciepłe puby zachęcające do wejścia i bardzo czysto — takie wrażenie robi Edynburg po godzinnej przechadzce w zapadającym zmierzchu.

Droga powrotna w ciemności, wietrze i przy zacinającym deszczu nie należała może do najprzyjemniejszych, za to zmuszała do czujności przynajmniej na tyle, że człowiek nie nabierał nagle ochoty do ucięcia sobie drzemki za kierownicą. Czarek rozpłynął się w ciemności jeszcze w Szkocji i pojawił się ze swoją paczką dopiero w Luton, za to z ekipą Artura mijaliśmy się na autostradzie kilkakrotnie.

Na lotnisku w Luton do kontroli osobistej stała niewyobrażalna kolejka (kilkaset osób), z której obsługa wyławiała pojedyncze osoby na odlatujące najszybciej samoloty (spóźnieni delikwenci byli proszeni o przejście na czworakach pod barierką — „please, if you are not someone famous”). „Nasz” A320 znowu był pół godziny spóźniony, zabrakło na czas cysterny do tankowania samolotu. Jeszcze kołowanie, start, dłuższa chwila w chmurach i znowu mogliśmy podziwiać słońce z nad chmur. Szczęśliwie nad Odrą chmur ubyło, klapy nad Wdzydzami, skręt nad Kolbudami, przez chwilę Stare Miasto, Murki Brętowskie, Obwodnica…

We Wrzeszczu żegnamy Rosjan. W Sopocie mała-duża pizza („słabo, w Krakowie są dwa razy większe”), i pożegnanie na peronie. Czy w przyszłym roku na Mistrzostwach Świata pójdzie nam lepiej? Czy pojedzie nas więcej? Na pewno.

[ Pełne wyniki na stronach ICC. Zobacz też fotoreportaż z wyjazdu ]


 

Opinie

+ DODAJ swoją opinię

  • ? (kubba, 2004-09-17 21:00)
    ja się chyba załapałem do 1/4 (do 8)
  • Re: ? (kubba, 2004-09-17 23:49)
    czemu wszędzie takie wyniki dziwne z eliminacji chyba ???
  • Re: Re: ? (tq, 2004-09-19 09:45)
    teraz dobrze?
  • Re: Re: Re: ? (kubba, 2004-09-20 16:06)
    notak spoko tylko wszędzie wczesniej jakies złe te wyniki były z eliminacji ale spoko pzdr

 
 
 Aktualności
Pucki Małolat VI.5+/6 »
Pionki po raz trzeci »
Kolejne VI.6 w Lubonicach »
Kurs Taternictwa Jaskiniowego »
Decathlon Bulderowa Sobota »
Nowość w Rutkach »
Jest moc!!! »
Przestępna Bulderowa Sobota IV »
3CityBoulderCup 2015 »
Kalymnos Climbing Trip 2015 »
 Artykuły & Reportaże
Osp — słoweński raj »
Relacja z Bulderowej Soboty I »
Nowa ściana w Gdyni »
Neverending Story »
Zapraszamy na Mały Dreimost! »
Na początek strony Strona główna >> [ Wprowadzenie | Praktyczne informacje | Archiwum | Przewodniki | Galeria ]  
 

© murki.pl 2000–2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.

poczta@murki.pl